Opowiadania

Rozmowa z malarzem

Do sklepu przychodzi człowiek w roboczym stroju.

Tekst Szymon Lisowski4 min czytania

Do sklepu przychodzi człowiek w roboczym stroju.

- Poproszę pędzel.
- A jaki?
- Obojętnie, byleby nie latał.
- To znaczy...?
- No nie wiesz pan co znaczy, że pędzel lata?
- No... Nie za bardzo... Wie pan, ja tu dopiero od kilku dni. Można powiedzieć w zasadzie, że nowy. Zaraz zawołam kolegę.

Po kilku minutach przychodzi doświadczony pracownik.

- Dzień dobry, w czym mogę pomóc?
- Poproszę pędzel.
- Duży, mały, gruby, chudy?
- Obojętnie, byleby nie latał.
- Co ma pan na myśli, mówiąc, żeby nie latał?
- Wielkie nieba, co wy w tym sklepie nie wiecie, co to znaczy, że pędzel lata?? Czy ja jestem w muzeum, że tu się nikt nie zna na pędzlach?? Dwadzieścia lat w zawodzie i zawsze sprzedają takie pędzle, jakie chcę, a tutaj nikt nie wie, jak wygląda pędzel, który nie lata!!!
- Proszę się nie gorączkować, zawołamy kierownika.

Na zapleczu...

- Szefie, jakiś facet chce kupić pędzel.
- No to mu sprzedajcie.
- Tylko że on chce pędzel, który nie lata.
- Że jak?
- No ten pędzel ma nie latać...
- Znowu jakiś dureń. Załatwię. Chodźcie, patrzcie i się uczcie.

Wracają za ladę.

- Pędzelka pan szuka? Jakiż to ma być rozmiar?
- Obojętnie, byleby nie latał.
- Ah, przecież! Pędzle nieloty mamy w tej gablocie. Taki może być?
- Dobry... Nie lata?
- Zapewniam, że ani trochę.
- A jaką mam gwarancję?
- Gwarancję szefa sklepu.
- Ale, jeśli mi ten pędzel będzie latał, to czy będę mógł go wymienić na nowy?
- Yyy... Oczywiście!
- Ja bym chciał jednak jakiś porządny papier z zaświadczeniem.
- To zupełnie niekonieczne. Papiery tylko zawalają biurka. Poza tym ten pędzel naprawdę nie lata.
- Yyy... No dobrze, już drukujemy... Albo, wypiszemy odręcznie... O! Proszę bardzo – "ja, kierownik sklepu, zaświadczam, że w razie, gdyby sprzedany towar w dniu takim i takim latał, niezwłocznie wymienimy go na nowy i tak aż do skutku..."
- Jeszcze miejscowość proszę wpisać i pieczęć firmową.
- Robi się. Nasz klient, nasz pan!
- Dziękuję bardzo. Ile płacę?
- Osiemnaście. Dziękuję, tu reszta.

Po chwili zastanowienia:

- A teraz może powie nam pan, o co chodzi z tym nielatającym pędzlem? Czy to jakiś żart?
- Panie, ja jestem malarzem. I maluję ptaki. Te ptaki mi wychodzą bardzo... bardzo realistycznie. Że aż sam się nabieram. I boję się. Boję się, że się innym pomyli, na przykład mojemu pędzlowi. I odleci. Bo każdy by się chciał przecież uwolnić. I polecieć jak ptak.
- To... to bardzo ciekawe. A odleciał Panu kiedyś?
- Jeszcze nie. To dlatego, że mi zawsze pędzle z zaświadczeniem sprzedają. Ale czuję, jak mi latają na boki. Jakbym te pędzle wypuścił z dłoni podczas malowania piór, to by zaraz tylko fruuu! poleciały pod niebo i już bym ich więcej nie zobaczył. A dla malarza pędzel jest jak żona. Albo kochanka. Kochanki się człowiek nie chce pozbyć za nic.
- To prawda. Mała rada, jeśli pędzle latają na boki, to należy je trochę przykręcić albo maznąć klejem.
- Panie! Nie wiem, co pan ze swoją kochanką robi, ale mi daleko do takich rzeczy!
- Ah, prawda... Ale czemu właściwie nie poszedł pan do sklepu plastycznego? Mają tam lepsze pędzle do precyzyjnego malowania.
- Aaa... To już jest inna sprawa. Gdybym ja takim pędzelkiem namalował ptaka, to by nie tylko mi pędzle poleciały, ale i cały dom. Moje ptaki nie mogą być zbyt wyraziste. Inaczej wszystko diabli wezmą! Poza tym... w sklepie plastycznym nie chcą mi dać zaświadczenia. Pewnie się boją (żmije jadowite!), że ich pędzle mogą naprawdę polecieć. Oni się, proszę pana, znają na sztuce, jak nikt. Nieraz już pewnie widzieli, jak malarz skrobiący w płótnie konia, traci pędzle, farby, a potem ubrania, które uciekają z niego w te pędy niczym koń wyścigowy. Są ostrożni i przebiegli!

Kierownik stał się trochę zaniepokojony tą opowieścią.

- A skąd właściwie pan jest?
- Z Lublina, proszę pana.
- To co pan robi na drugim końcu Polski???
- Szukam sklepu, w którym jeszcze nie byłem. Z każdego poprzedniego wyrzucają mnie z hukiem, jak im tylko przyniosę obraz namalowany ich pędzlem, żeby zobaczyli, jaki ładny.
- I co wtedy?
- Nic takiego. Stawiam ten obraz na podłodze, oni dziękują, podziwiają... Aż niektóre półki zaczynają się trząść. Za chwilę całym sklepem telepie. Mówię panu, taka jest wtedy zadyma... Klucze, zamki, farby, krzesła, wszystko wznosi się w powietrze i kręci, jak huragan. Jedynie pędzle siedzą spokojnie na swoich haczykach. Potem ten cały harmider wywiewa na zewnątrz i fruuu! do ciepłych krajów, aż się pracownicy muszą trzymać barierek, zdziwieni, że ich coś podrywa do góry.
- Śmieszne pan kawały opowiada. Chciałbym to zobaczyć na własne oczy.
- Nie ma sprawy, namaluje się, to przyniosę. Widzę, że pan entuzjasta!
- Raczej realista. Czy coś jeszcze dla pana? Bo klienci czekają.
- Nie, dziękuję przepięknie i do zobaczenia.

Wychodzi.

- No chłopaki, widzicie jak się załatwia takich świrów! Człowiek się tylko uśmiać może...

A chłopaki milczą.

02Przeczytaj także

N
Opowiadania

Iuno cz. 2

Pierwsza część tego opowiadania ukazała się w poprzednim wydaniu „Nieregularnika”. Przed rozpoczęciem czytania tej, zachęcamy do zapoznania się z poprzednią częścią, ale nie jest to wymagane do zrozumienia kontynuacji.

Szymon Lisowski·

1001 lat korony polskiej
Kultura

1001 lat korony polskiej

W tym roku 18 kwietnia obchodziliśmy 1001. rocznicę koronacji Bolesława Chrobrego na króla Polski. W tym celu przygotowana została krótka lista ciekawostek o wybranych polskich królach, która w humorystyczny sposób daje obraz historii Królestwa Polskiego.

Szymon Lisowski·