Opowiadania

Iuno cz. 1

Pierwsza część opowiadanie Szymona Lisowskiego.

Tekst Szymon Lisowski6 min czytania

I.

– Pokaż mi to – poprosiłem chłopca.

Niechętnie, pod naciskiem mojego poważnego wyrazu twarzy, podał mi świstek papieru wielkości dłoni, nieumiejętnie złożony w coś na wzór żaglówki. Delikatnie rozprostowałem zagięcia tak, aby nie zatrzeć czarnego tuszu, którym była zapisana kartka.

Wycinek pochodził z gazety z lat ’80., czyli z czasów, kiedy papierowe formy czasopism odzyskiwały popularność. Jako człowiek, który jaźnią i pamięcią nie opuścił tamtych lat, rozpoznałem na podstawie czcionki artykułu i fragmentu nagłówka, że świstek stanowił niegdyś część poczytnego periodyku popularnonaukowego. Jego okładka tliła mi się teraz przed oczyma, chociaż nie mogłem rozczytać tytułu umieszczonego u dołu.

„Rocznik kosmosu”? „Rocznik astronomii”? – coś w ten deseń. W każdym razie pełen ekscytacji wiedziony ciekawością, zabrałem się do odczytywania treści artykułu, którego fragment trzymałem w dłoni.

Tekst był dość dobrze widoczny – wydrukowany jedną z najmniejszych wówczas stosowanych czcionek, pod światło widziałem go dosyć wyraźnie. Ułatwiał mi to także fakt, że te kilkanaście lat nie zdążyło znacznie postarzeć śliskiego papieru. Trochę jąkając się, z dłuższymi przerwami, czytałem:

Człowiek od zawsze poszukiwał sposobów na długowieczność. W zamierzchłych czasach rozważano nawet, czy jednostce nie dałoby się trwać bez końca, jednak dobrze znany nam dziś argument odrzuca nieśmiertelność człowieka jako niepożądaną, gdyż nie prowadzi ona do szczęścia. Żyć 100 czy 200 lat – to co innego. Tak długi okres istnienia pozwoliłby człowiekowi na realizację swoich planów bez pośpiechu (oczywiście pod warunkiem pełnego zdrowia organizmu) i pozbycie się natarczywej myśli o śmierci.

Wyobraźmy sobie, jak wielkie projekty architektoniczne mogłyby powstać, gdyby na całym etapie trwania prac nadzorował je jeden i ten sam człowiek z nieodmienną wizją swojego dzieła. Ileż to razy świadomość tego, że śmierć nie pozwoli dojrzeć ostatecznego efektu pracy, była powodem, dla którego nie podejmowano się jej wcale?

Jak rozwinąć mogłaby się nauka, skoro w większości przypadków teorie i problemy naukowe pozostawiane są bez rozwiązań, ponieważ ich twórcy zwyczajnie nie zdążyli tego zrobić przed śmiercią?

Mimo tak ogromnych potencjalnych korzyści człowiek nie odnalazł jeszcze skutecznego sposobu na znaczne wydłużenie życia. Pragnienie długowieczności jest jednak tak ogromne, wręcz instynktowne, że człowiek, poza naturalną dbałością o swój organizm, co rusz zmienia swoje nawyki i stosuje coraz to inne środki, żeby przedłużyć czas swojego bytowania na Ziemi o choćby parę minut.

W istocie trendy żywieniowe, specjalne diety, suplementy czy moda na uprawianie sportu są często maszynką do utylizacji nadmiaru pieniędzy z portfeli bogatego społeczeństwa oraz dają ludziom złudne poczucie zadbania o swoje zdrowie. Co jednak jeśli sposób na wydłużenie życia istnieje i jest prostszy niż się nam wydaje?

Odkrycia z ostatniego roku dowiodły, że problem długowieczności nie jest rozważany jedynie na Ziemi. Astronauci misji badawczej „Junona” nawiązali po raz pierwszy kontakt z mieszkańcami planety odległej o około 4,6 miliona parseków od Słońca. Okazuje się, że ci jeszcze zacieklej interesują się tą kwestią. Proponowane przez nich rozwiązanie spędza naukowcom sen z oczu, tym bardziej że jest całkiem możliwe do realizacji na Ziemi…

Czując, jak łzy napływają mi do oczu, zapadłem się w fotelu i podparłem dłonią pomarszczone czoło. Więcej tekstu nie było, ale dokładnie wiedziałem, czego dotyczyły dalsze słowa tego numeru rocznika.

II.

Raport z dnia 1 marca ’83.

28 lutego radary zlokalizowały cel naszej podróży. Możemy go teraz oglądać przez teleskop. Jest godzina 5:49, możliwy błąd pomiarowy wynosi godzinę i 20 minut. Przed chwilą wypuściliśmy race, które nadal lecą w stronę Junony. Nic nie wskazuje na to, że mogą one zostać zestrzelone. Brak promieniowania również wskazuje na to, że obszaru, w którym się znajdujemy, nie skolonizowano, szacowany stopień rozwoju cywilizacji Junony jest więc niższy od ziemskiego.

Sytuacja na pokładzie jest mierna. Dwóch pułkowników o niepokojąco wysokim poziomie ekscytacji zostało odizolowanych od reszty na własną prośbę. Ogólne samopoczucie personelu jest jednak zaniżone ze względu na uszkodzony syntezator witamin. Pracę nad jego naprawą przedłożyliśmy ponad sprawy związane z misją, potrwają prawdopodobnie do kilkunastu godzin.

Osobiście zacząłem odczuwać skutki długotrwałego regresu czasu, podjąłem więc decyzję zmniejszenia mocy regresji, wskutek czego nasze przybycie zostanie opóźnione o co najmniej dobę. Wyliczone zapasy paliwa i żywności na to pozwalają.

Raport z dnia 28 marca ’83.

Dzisiaj załoga zakończyła tak zwany „post immunologiczny”. Przez ostatni tydzień użeraliśmy się z wszelkiej maści chorobami, będącymi skutkiem odstawienia skutum (stale przyjmowanego leku na odporność, który wymaga sześciodniowej przerwy w dozowaniu raz na pół roku, ażeby organizm nie zatracił zdolności samoregeneracji).

Piętnaście osób, w tym jeden oficer, przeżywało ten okres pod kroplówką, dwóch pracowników laboratorium było bliskich śmierci. Postanowiliśmy jednak zaryzykować i nie podaliśmy im leku, tym bardziej że sami się przy tym upierali. Przerwanie postu mogłoby przynieść nieodwracalne obniżenie ich ogólnego stanu zdrowia, ponieważ ten przykry proceder został odłożony w czasie do granic zalecanego okresu. Nikt na szczęście nie umarł.

W tym momencie załoga jest w najlepszej formie – po godzinie od przyjęcia skutum wszystkie dolegliwości przeszły jak ręką odjął.

O godzinie 21:40 wkroczyliśmy w obręb galaktyki. Regresja czasu została zmniejszona do połowy i będziemy ją stale obniżać, zgodnie z przyjętymi normami podróży międzygalaktycznych. Race dalej lecą przed statkiem, zabezpieczając mu drogę. Planujemy pozbyć się ich na dziesięć jednostek astronomicznych przed lądowaniem, ażeby nie wzbudzać potencjalnych negatywnych reakcji mieszkańców Junony na ich światło.

Za kilka minut szykuje się bal na powitanie Wiru (galaktyki, w którą wkroczyliśmy). Z tego powodu przy odbiornikach przez parę godzin nie będzie nikogo. Przykro nam, zwyczaj tego wymaga.

Raport z dnia 3 kwietnia ’83.

Wczoraj o godzinie 1:27 zniszczone zostały race. Akcja przebiegła bez problemu. Został nam niecały tydzień do lądowania. Czasem jestem wdzięczny naszej cywilizacji za to, że podzieliła czas na tak nieschematyczne okresy – inaczej musiałbym podawać dane z większą dokładnością, a nie chce mi się tego liczyć.

Zauważyłem, że moje raporty są coraz bardziej nieścisłe i często zdarza mi się w nich bredzić, ot na przykład teraz. Z góry przepraszam, ale trzy lata w hibernatorze i dwa miesiące ciągłych obliczeń tudzież raportowania robi swoje. Poza tym nikt z nas nie może się doczekać końca podróży. Statek, owszem, nie ma sobie nic do zarzucenia, ale nie jest to zbyt przestronne miejsce.

Mimo ciągłych syntez świeżego tlenu brakuje tu powietrza. Kilkakrotnie zbieraliśmy się nawet w gronie zaufanych oficerów na modlitwę w intencji tego, żeby atmosfera Junony okazała się tolerancyjna dla człowieka – tak mocno chce nam się „oddychać”.

Następnego wpisu proszę spodziewać się za co najmniej dwie doby. I tak ich pewnie nie czytacie.

Raport z dnia 9 kwietnia ’83.

Rozpoczynamy proces przygotowań do lądowania, które przewidziane jest na godzinę 17:00, 10 kwietnia, możliwy błąd relatywistyczny – 2 godziny 15 minut; tolerancja obliczeniowa – pół godziny.

Hamowanie odbędzie się na drodze 13 tysięcy kilometrów i będzie trwać ponad trzy godziny. Jako realista uważam, że jesteśmy nieprzygotowani do tego manewru, ponieważ ostatni raz mieliśmy z niego ćwiczenia jeszcze na studiach. Z drugiej strony domyślam się, że presja, jaką wytworzy powaga sytuacji, wytęży nasze zmysły i nie pozwoli nam zginąć.

Na razie przerażony jest jedynie sternik Hetmann, zastąpił go więc ktoś inny – nie mogę sobie przypomnieć nazwiska.

Może to, co powiem, graniczyć będzie z obłędem, ale istnieje szansa, że nie wrócimy. Nie wynika to ze złego przygotowania całości – bynajmniej, uważam, że misja została dopracowana i przemyślana w najmniejszych detalach.

A jednak – istnieje czynnik ludzki, którego nie sposób przewidzieć. Dlatego w imieniu całej załogi Junony 2179, z odległości 4,6 miliona parseków od Ziemi, proszę was, współpracownicy i bracia, żebyście w razie fiaska godnie upamiętnili wszystkich znajdujących się na pokładzie tego statku, bo nie jesteście w stanie wyobrazić sobie tego, co przeżyliśmy do tej pory.

Podróże międzygwiezdne tworzą ludzi naprawdę mocnych. (Zebrało mi się na sentymenty…)

Ciąg dalszy nastąpi...
W kolejnym wydaniu „Nieregularnika”

02Przeczytaj także

N
Opowiadania

Iuno cz. 2

Pierwsza część tego opowiadania ukazała się w poprzednim wydaniu „Nieregularnika”. Przed rozpoczęciem czytania tej, zachęcamy do zapoznania się z poprzednią częścią, ale nie jest to wymagane do zrozumienia kontynuacji.

Szymon Lisowski·

1001 lat korony polskiej
Kultura

1001 lat korony polskiej

W tym roku 18 kwietnia obchodziliśmy 1001. rocznicę koronacji Bolesława Chrobrego na króla Polski. W tym celu przygotowana została krótka lista ciekawostek o wybranych polskich królach, która w humorystyczny sposób daje obraz historii Królestwa Polskiego.

Szymon Lisowski·