Amelie - recenzja
Po polsku - po prostu “Amelia”, jednak z francuskiego tłumaczenie brzmi: “Bajeczne przeznaczenie Amélie Poulain” (Le fabuleux destin d'Amélie Poulain).

Po polsku - po prostu “Amelia”, jednak z francuskiego tłumaczenie brzmi: “Bajeczne przeznaczenie Amélie Poulain” (Le fabuleux destin d'Amélie Poulain).
Jeden z tych filmów, których muzyka jest wszystkim znana, co nie zawsze wiąże się ze znajomością samego filmu (a szkoda…). Musiałam obejrzeć go dwa razy, by dostrzec to, o czym chciałabym w tej recenzji napisać. Wydaje mi się, że Amelia jest również jednym z takich dzieł, które można konsumować kilka razy i zawsze znaleźć w tym jakiś nowy smaczek. Możliwe, że z każdym kolejnym razem mogłabym pisać nowe recenzje, niewykluczone, że byłyby one zupełnie ze sobą niespokrewnione. Ta wyjątkowa cecha Amelii (i kilku innych filmów) otwiera mnie na sztukę, a przede wszystkim otwiera mnie na dzielenie się poglądami.
Tytułowa bohaterka jest skonstruowana na zasadzie, można powiedzieć, kolażu (co ma również pewne nawiązanie do fabuły…). Łączy wiele cech i emocji, z którymi w zasadzie każdy widz może się utożsamić. Jest w niej kreatywność, chęć pomocy, ale też pewnego rodzaju zadziorność, czy strach. Wspaniale ukazany wpływ dzieciństwa na jej dorosłe życie przypomina również, jak ważne jest bycie dzieckiem, oraz wychowanie.
Amelia odkrywa w sobie nagłą chęć wnoszenia światła do życia obcych. W tym samym czasie zmaga się ze znalezieniem własnego szczęścia, walczy z przełamaniem strachu. Jest to realistyczne spojrzenie na codzienne trudności każdego z nas - kolejny aspekt, z którym tak łatwo się utożsamić.
W całym tym chaosie pomocy i dokuczania sąsiadom Amelia poznaje Nino. Nino zajmuje się zdobywaniem porzuconych zdjęć z budek fotograficznych. Amelia konfrontuje się więc ze swoim lękiem, w imię poznania mężczyzny bliżej.
Według mnie Jean-Pierret Jeunet poza pokazaniem nam piękna małych, codziennych zdarzeń przekazuje nam do rąk ciężki bagaż emocjonalno-psychologiczny. Niezwykłe przedstawienia postaci każą nam pamiętać o własnej indywidualności, lecz cały film przypomina o wsparciu dla osób wokół nas - zarówno tych bliskich, jak i zupełnie nieznajomych.
Do tego współgra magiczna kolorystyka z niezapomnianą muzyką Yanna Tiersena.

